O spotkaniu z trenerem motywacyjnym

23 Sierpień
2016

Było to już dawno temu, a do tego telefon nie zadzwonił w dzień, ale w środku nocy. On sam też nie był zwykłym rozmówcą, z natarczywością w głosie domagał się bowiem adresów domów dziecka z okolicy oraz organizacji charytatywnych, którym może być potrzebna pomoc. Potem poinformował o tym, że w najbliższym czasie planuje nie tylko pomagać innym, ale również skupić się na pogłębieniu swojej wiedzy i odnowieniu wygasłych kontraktów.

Planuje też robić porządki w swoim otoczeniu. Głos był pełen nie tylko optymizmu, ale i chęci działania. Rano dowiedziałem się, że osoba, która ze mną rozmawiała uczestniczyła w wykładzie prowadzonym przez tak zwanego mówcę motywacyjnego. Jeśli miało się kilkaset dolarów, można było w czasie jego trwania spotkać się z jednym z najlepszych mówców w swoim fachu, uczyć się od niego, a być może nawet zmieniać życie. Podobno pod wpływem chwili kilku uczestników tego spotkania biegało nawet po rozżarzonych węglach. Przynajmniej tak mówią plotki.

Oczywiście, nie podchodziłem do tego tematu wolny od mojego zwykłego sceptycyzmu. Nie można jednak zaprzeczyć, że doświadczenie było dość silne, a ja sam nigdy nie miałem okazji, aby na żywo przyjrzeć się temu fenomenowi. Owszem, okazji nie brakowało, zawsze miałem jednak przygotowaną skuteczna wymówkę. Kto jednak pokona własną ciekawość. Wizja spotkania mnie nie przekonywała, dałem się jednak namówić na wersję wideo. Od tego wydarzenia minął już jakiś czas, tak że wspomnienia mam zatarte, pamiętam jednak, że w pewnym momencie zacząłem oglądać program na stojąco, a potem nawet zacząłem kręcić się nerwowo wokół telewizora nie mogąc się doczekać pożegnania po to, aby samemu ruszyć do akcji.

Jedyny problem polegał na tym, że była druga w nocy – nie był to najlepszy czas na zmienianie swojego życia. Ze zmianami musiałem poczekać do rana zdołałem jednak jeszcze w nocy uporządkować szafę z ubraniami i wyszorować czajnik wykonany ze stali. Gdy złapałem nie do końca wypełniony worek, aby wynieść śmieci, z prostej czynności zrobiłem dłuższy spacer, który pozwolił mi zastanowić się nad doskonałością świata i symetrycznością parkingu.

O świcie położyłem się w końcu spać, aby kilka godzin później zacząć zastanawiać się nad tym, co właściwie działo się ze mną podczas spotkania.


Autor

Łukasz

Redakcja h4g.pl

To może Cię zainteresować